II Liceum Ogólnokształcące

z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Adama Mickiewicza



Baner Tesla

Fundacja Edukacyjna „Perspektywy” potwierdza, że II Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Adama Mickiewicza w Słupsku jest wśród najlepszych liceów w Polsce sklasyfikowanych w Rankingu Szkół Ponadgimnazjalnych PERSPEKTYWY 2017 i przysługuje mu tytuł „Srebrnej Szkoły 2017”
ranking stem

„Mickiewicz” w rankingu 200 liceów najlepiej kształcących w zakresie przedmiotów ścisłych

Pragnę poinformować, iż II Liceum Ogólnokształcące im. A. Mickiewicza w Słupsku, jako jedyne w mieście, znalazło się w rankingu STEM – czyli Science, Technology, Engineering, Mathematics (nauka, technologia, inżynieria i matematyka). Więcej na www.perspektywy.pl

logo Szloly Kompetencji Przyszlosci

Mickiewicz w Rankingu Szkół Kompetencji Przyszłości

 II Liceum Ogólnokształcące im. A. Mickiewicza w Słupsku znalazło się na 34 miejscu w II Rankingu Szkół Kompetencji Przyszłości wydanym przez Fundację Social Wolves pod patronatem medialnym. „Rzeczypospolitej”. W porównaniu z zeszłoroczną edycją jest to awans o 115 pozycji. Ranking uwzględnia 150 placówek o najlepszych rezultatach spośród 1109 szkół ponadgimnazjalnych, których uczniowie zarejestrowali udział na portalu olimpiady „Zwolnieni z Teorii” w roku szkolnym 2015/16.

Więcej: http://www.zwolnienizteorii.pl/docs/ranking-2016.pdf

Wspomnienia na wesoło z życia szkoły

l. Pierwsze kroki.
Koniec sierpnia 1949 r. idziemy z Jurkiem C. naładowani wiedzą zameldować się do pracy... Na parterze otwarte drzwi do sali (późniejszy gabinet Franka Swarcewicza) na środku jeszcze pustej sali bez ławek stoi stół, a za nim dwaj panowie Wacław Pogorzelski dyrektor i Edward Sotkowski zastępca prowadzą zapisy do szkoły. Cierpliwie czekamy stojąc pod oknem... Po pewnej chwili, gdy zabrakło chętnych do zapisu padło pytanie: - "A wy chłopcy do której klasy?"... My na to "My tu mamy uczyć"... Łza się w oku kręci, przepracowałem tu tylko 28 lat.

2."Prawo jazdy".
Nareszcie ja także dostaję jako tako urządzony gabinet przedmiotowy, bo wcześniej pierwszeństwo miały fizyczny, chemiczny i biologiczny. Mam już: diaskop, projektor filmowy, rzutnik pisma, inne pomoce, a także wózek na kółkach, co pozwala z dowolnej odległości ustawić sprzęt audiowizualny. ... Lekcja jakich wiele - na środku klasy wózek z projektorem filmowym, wyszkolona ekipa likwiduje szpule z filmem. Do końca lekcji jeszcze 10 min. Z poważną miną zwracam się do klasy: - "Potrzebuję doświadczonych z prawem jazdy". Chętnych jest kilku - powoli, z namaszczeniem wybieram dwóch; - Polecam: "Proszę odjechać z wózkiem na koniec sali!". Co się po tym działo trudno opisać. Ale... zobowiązany do tajemnicy powtórzyłem te sytuację jeszcze kilka razy w innych klasach.

3. "Ściana płaczu".
Ze smutkiem stwierdzam, że znajomość mapy Polski jest w ogromnej większości pod przysłowiowym "zdechłym azorkiem". Ogłaszam więc, że po dwóch miesiącach (wrzesień i październik) nastąpi sprawdzenie wiadomości przy ściennej fizycznej mapie... Wolno licząc do 10, zadanych zostaje pięć pytań do pokazania np.: rzeka, miasto, jezioro, kraina geograficzna itp. W przypadku "Gola" możliwość ponownego podejścia za dwa tygodnie. Efekt końcowy - znajomość mapy Polski co najmniej w stopniu dostatecznym, a w wielu bardzo dobra. Tak przypadkiem w Słupsku przy ulicy Mickiewicza mamy "Ścianę płaczu".

4. Baca i Owieczki.
Tradycją naszej szkoły jest, iż klasy na rok przed maturą biorą udział w krajoznawczej wycieczce. Przed każdym wyjazdem zbieram uczestników i rodziców i oświadczam: na czas trwania wycieczki przejmuję całkowitą włądzę, jeśli zajdzie potrzeba, (nie mam zamiaru iść na państwowy wikt i opierunek) będę działał "po ojcowsku" co oznacza, że winowajca lub winowajczyni może dostać "w skórę". Pozwolenie uzyskuję. Oto wybrany dzień jednej z wycieczek. Pogoda "pod psem" temperatura ok. 0°C deszcz ze śniegiem, a wyjścia nie ma. Musimy dotrzeć z miejscowości Rytro do schroniska na Przechybie, gdzie czeka gorący posiłek i nocleg... Idziemy. Na czele "Baca", a za nim 20 "Owieczek" (same dziewczynki) oraz "przyzwoitka" Anunia K. zamyka pochód. Przemoczeni, zmoknięci, więc forsuję ostre tempo... zamierzam ten odcinek trasy przejść w dwie godziny zamiast w cztery. Po około 1,5 godziny zarządzam postój, bo moje "Owieczki" ledwo zipią. Z przerażeniem stwierdzam, że wokół mnie tylko 14 dziewczynek. Mija 5,10,20,30 minut. Mając złe przeczucie zostawiam grupę na ławce i z przysłowiową duszą na ramieniu wracam. Po ok. 20 minutach odnajduję swoje zguby cale i zdrowe. Na moje gorzkie żale słyszę "Jak tu ślicznie"... Miałem wielką ochotę delikwentkę rozszarpać. Ps.Mimo tego, była to najwspanialsza grupa wycieczkowa jaką udało mnie się prowadzić.

5. "GRAMY" w kości.
Postanawiam nieco zabawniej prowadzić odpytywania... Kupuję 7 kostek do gry (max. oczek to 7x6=42). Rzuty mogą być różne: np. l, 2, 3, 4 ... kostki suma oczek wskazuje numer z listy w dzienniku, ale można było inaczej. Oto kilka przykładów: - 5-ta godzina lekcyjna +1 kostka -6 oczek = 30 numer - dzień miesiąca 10 + suma dwóch kostek (11) = 21 numer. Z konieczności bywały też lekcje bez "gry" lub też wyrzucana suma oczek trafiała na numer z listy dotąd bez oceny. Ps. Nie sądziłem, że zabawa się przyjmie, a uczniowie zaproponują tak dużo wariantów.

6. "Ogolono, ostrzyżono".
Tuż przed końcem pierwszego okresu (rok mało ważny) wzywa mnie Zdzicha "Dyro" i oznajmia: "Wasza koleżanka ucząca ZPT (zajęcia praktyczno techniczne-przypomnienie: admin) chłopców odchodzi na urlop macierzyński. W związku z powyższym sprawiedliwie (czy nam to odpowiada, czy nie) przydzielam wam te jej godziny". Mnie przypadła klasa urwisów, z którymi "coś" robimy z drewna, drutu, metalowego złomu itp. W tym czasie nastała w kraju moda u chłopców na długie fryzury. Zdania wśród "szanowanego grona" były podzielone. Preferowano raczej krótkie - na zapałkę. Aby nie było wyjątków trzech "psorów" stosując niezawodne łagodne środki ostrzygło tę "gorszą" część szkoły (była to jednorazowa akcja). Na jednej lekcji ZPT moje urwisy nakłoniły mnie w związku z powyższym do wspomnień - przed wojną za moich chłopięcych lat na lato strzyżono na "glacę" (czasami z grzywką) dla wzmocnienia włosów. Nikomu z tego powodu korona z głowy nie spadła. Ponieważ zajęcia odbywały się w dwóch oddzielnych pomieszczeniach, co utrudniało kontrolę obecności, jednemu z urwisów udało się urwać bez mojej wiedzy i przynieść maszynkę ustawioną na "zero". Ku mojemu zaskoczeniu (a włoski mieli schludne) kolejno poddawali się dobrowolnie egzekucji z wyjątkiem jednego "osiłka", co doprowadziło resztę do przysłowiowej "białej gorączki". Na prośbę, abym zobaczył co dzieje się w drugim pomieszczeniu, w pierwszym dokonano przymusowego strzyżenia, strzygąc ścieżkę przez środek dorodnej czupryny. Biedaczysko płakał krokodylimi łzami, ale nie mając innego wyjścia już z pokorą pozwolił się ostrzyc. Niespodziewany finał: kręcących się na przerwie ostrzyżonych zwinęła milicja sądząc, że są uciekinierami z zakładu poprawczego. Interweniowaliśmy u komendanta. Śmiechu było wiele.

Wspominał: Mścigniew Tomaszewski

*/